Rozmowa z Maciejem Koczurem i Mateuszem Czechem, uczestnikami IV Forum Młodych Dyrygentów, które odbywa się w Filharmonii Zielonogórskiej w ramach Festiwalu Dni Muzyki Nad Odrą.
Ubiegły rok możecie chyba Panowie zaliczyć do udanych (I Nagroda dla Macieja Koczura, wyróżnienie dla Mateusza Czecha na VI Ogólnopolskim Konkursie Młodych Dyrygentów w Białymstoku) Jak to wpłynęło na Panów życie zawodowym? Czy „posypały” się oferty współpracy? Telefon dzwonił bez przerwy?
MACIEJ KOCZUR: Nagroda to dla mnie przede wszystkim ogromny zastrzyk motywacji do kolejnych działań artystycznych i własnego rozwoju jako dyrygenta. Jest to dla mnie – co szalenie ważne – znak, że droga którą obrałem jest właściwa i warta kontynuacji. To wyróżnienie pozwoliło mi dostrzec nowe perspektywy i kolejne wyzwania, dzięki którym mogę osiągnąć wyższy poziom swoich możliwości. Oczywiście widzę, że moja kariera powoli się rozkręca i coraz częściej dostaję propozycję koncertów od profesjonalnych zespołów. Nowe oferty współpracy rzeczywiście zaczęły się pojawiać, choć „lawiny” nie było. Dzięki temu mam wystarczającą przestrzeń pomiędzy projektami, która pozwala spokojnie i rzetelnie przygotowywać się do kolejnych wydarzeń.
MATEUSZ CZECH: Dla mnie to było niewątpliwie ogromne zaskoczenie. Na konkurs nie byłem najlepiej przygotowany, przynajmniej nie w takim stopniu jakim bym sobie tego życzył. Na dodatek kilkoro uczestników to już dyrygenci na niezwykle wysokim poziomie, którzy pomimo młodego wieku, mogą pochwalić się znakomitymi osiągnięciami. Niemniej jednak udało się i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Moje życie zawodowe, jak również podejście do partytury nie zmieniło się specjalnie. Telefon może rzeczywiście dzwoni nieco częściej, ale nie jest to najważniejsze. Przede wszystkim czuję się znacznie dojrzalszym muzykiem, natomiast doświadczenie, które zdobyłem podczas konkursu uważam za niepowtarzalne i bezcenne. Ponadto jako laureatowi przysługuje mi zapewniony udział w X. Międzynarodowym Konkursie Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga w Katowicach. Jest to bardzo komfortowa sytuacja, ponieważ mam jeszcze prawie dziewięć miesięcy czasu na wnikliwe przygotowanie repertuaru. Na większości tego typu wydarzeniach informację o przyjęciu otrzymuje się na kilka miesięcy przed rozpoczęciem.
– Jak oceniają Panowie , na podstawie swojego dotychczasowego doświadczenia, ”kondycję” polskiej dyrygentury? Kto jest dla Panów Mistrzem – w Polsce, na świecie?
MACIEJ KOCZUR: Niestety dyrygentów, którzy tworzą głębokie i wartościowe interpretacje, intrygujące, konceptualne wydarzenia oraz potrafią „zaczarować” orkiestrę jest wciąż niewielu. Na szczęście widzę niedużą grupę młodych, szalenie zdolnych ludzi zajmujących się tą profesją, w których pokładam wielkie nadzieje. (Pisząc te słowa obserwuję Ogólnopolski Konkurs Studentów Dyrygentury we Wrocławiu). W Polsce mam dwóch Mistrzów. Maestro Jerzego Maksymiuka, który uwolnił we mnie prawdę. Posiada on niespotkaną przeze mnie nigdy wcześniej muzykalność, osobowość, energię oraz umiejętności magiczne. Drugim Mistrzem jest mój profesor, Paweł Przytocki. To jemu zawdzięczam łatwość porozumiewania się z orkiestrą za pomocą rąk, jak również świadomość ilości tajemnic jakie skrywają partytury wielkich kompozytorów.
Wśród dyrygentów z poza naszego kraju osobą najbardziej intrygującą jest dla mnie Paavo Järvi, który wypracował niezwykły balans pomiędzy nadzwyczajną ekspresją i zaangażowaniem a dystansem, niezbędnym do umiejętnego prowadzenia orkiestry. Järvi podczas dyrygowania przekazuje „w rękach” najmniejsze szczegóły jednocześnie dając orkiestrze wspaniałą przestrzeń i swobodę. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę miał możliwość szkolić swoje umiejętności pod jego okiem.
MATEUSZ CZECH: Miałem to niewątpliwe szczęście studiować nie tylko w Polsce, lecz również zagranicą. Gdy porównuję ogólny poziom (technika, muzykalność) studentów z Polski oraz Niemiec, muszę przyznać, że wcale nie odbiegamy od naszych kolegów po fachu zza Odry – wręcz przeciwnie. Problem leży gdzie indziej, mianowicie w częstotliwości kontaktu z zespołem. Gdy studiowałem w Warszawie, mieliśmy przewidziane 90 min./sem. zajęć z orkiestrą. Jako student Hochschule für Musik Dresden miałem zaś możliwość udziału w 2 do 3 koncertach na semestr, z profesjonalnymi zespołami muzycznymi, takimi jak Północnoczeska Orkiestra Symfoniczna w Teplicach, Elbland Phlharmonie Sachsen, czy Staatspoerette Dresden. Ponadto każdego roku ma miejsce na uczelni tzw. Hochschulprojekt, czyli produkcja operowa (lub operetkowa) z udziałem samych studentów (dyrygentów, korepetytorów, śpiewaków, ew. kompozytorów i tancerzy), pod czujnym okiem doświadczonych pedagogów oraz reżyserów. Ponadto problem stanowi niestety bardzo wąski wachlarz możliwości dla rodzimych absolwentów dyrygentury w kraju.
Jeśli chodzi o ulubionego dyrygenta, to muszę przyznać, że nigdy takiego nie miałem. Wszystko zależy od muzyki, nastroju, chwili. Uwielbiam , jedyne w swoim rodzaju brzmienie Furtwänglera, niesamowitą muzykalność Jansonsa, cudowny kontakt z zespołem Bernsteina, czy niezwykle akrybiczne podejście do tekstu muzycznego Maazela. Niemniej jednak nigdy nie odważyłbym się kogokolwiek z nich określić jako największego mistrza. Jest ich wielu, trzeba natomiast potrafić „wyciągnąć” z nich mądrze wszystko co najlepsze.
– Czy wizyta w Zielonej Górze i praca z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Zielonogórskiej to dla Panów nowe i trudne wyzwanie? Jak przygotowujcie się do tego zadania?
MATEUSZ CZECH: Każdy kontakt z nowym zespołem to dla mnie nowe wyzwanie, a tak jest w przypadku Filharmonii Zielonogórskiej. Niemniej jednak do każdego koncertu, kursu, przesłuchań staram się przygotowywać w ten sam sposób, czyli w pełni profesjonalnie. Szczerze mówiąc nigdy jeszcze nie byłem w Zielonej Górze, ale słyszałem, że jest bardzo urocze, spokojne miasto, co napawa mnie niezwykle pozytywnie przed nadchodzącym przedsięwzięciem.
MACIEJ KOCZUR: Ja również z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Zielonogórskiej spotkam się pierwszy raz. I ten pierwszy kontakt jest jednym z najwartościowszych jakie może doznać młody dyrygent. Arcyciekawa jest relacja powstająca podczas pierwszej próby, kiedy stajemy przed sobą – będąc jeszcze zupełnie obcymi dla siebie ludźmi, i wzajemnie się odkrywamy, poznajemy podczas wspólnego muzykowania. Nie mogę się tego doczekać! W orkiestrze gra Mateusz Mróz, z którym znamy się z czasów studenckich. Nie widzieliśmy się od momentu, kiedy zaczął pracować w Zielonej Górze. Myślę, że z wielką chęcią wybierzemy się wspólnie na kawę. W Filharmonii Zielonogórskiej nigdy jak dotąd nie byłem. Zespół słyszałem jedynie na nagraniach, a to jednak nie to samo co doświadczenie zespołu „na żywo”. Tajniki przygotowań do naszego wspólnego projektu pozwolę sobie zachować w tajemnicy.
Dziękuję za rozmowę
Sylwia Nowicka
Rozmowa z pozostałymi uczestnikami Forum Młodych Dyrygentów w części II
Więcej na: IV FORUM MŁODYCH DYRYGENTÓW
