W dniach 27.02.2017 – 04.03.2017 odbył się w Zielonej Górze CORNO – Brass Music Festival czyli cykl koncertów, wystaw, wykładów otwartych dla szerokiej publiczności.
Głównym miejscem wydarzenia była Filharmonia Zielonogórska. Pomysł na festiwal rodził się od dłuższego czasu. Maciej Baranowski i Łukasz Łacny, wychowankowie PSM w Zielonej Górze, wspólnie ze swoim pierwszym nauczycielem gry na rogu, Iwanem Morozem zainicjowali powstanie tego przedsięwzięcia.
Obecnie Maciej i Łukasz grają w wiodących orkiestrach w Niemczech i Polsce, ich kontakty z wybitnymi muzykami na świecie pozwoliły na zaproszenie gwiazd do rodzinnej Zielonej Góry. Marzeniem organizatorów jest, aby festiwal skupiał wokół siebie doskonałych, światowej sławy muzyków, szeroką publiczność, ale także, aby rozbudzał sympatię i przywiązanie do pięknego miasta jakim jest Zielona Góra.
Głównymi artystami i wykładowcami CORNO – Brass Music Festival byli:
Samuel Seidenberg (Frankfurt Radio Symphony)
Raimund Zell (Music Academy in Linz)
Sebastian Posch (Staatsoper Berlin)
Tomasz Binkowski (Opera Narodowa w Warszawie)
Maciej Baranowski (Frankfurt Radio Symphony)
Adam Rapa (solista, Rebelion Trio)
Zoltan Kiss (Mnozil Brass, Rebelion Trio)
Jacek Obstarczyk (Rebelion Trio)
Gabriel Czopka (Filharmonia Narodowa w Warszawie, Hornet Quartet)
Michał Szczerba (Polska Filharmonia Bałtycka w Gdansku, Hornet Quartet)
Łukasz Łacny (Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu, Hornet Quartet)
Piotr Kowalski (Filharmonia Poznanska, Hornet Quartet)
Więcej o pierwszej edycji Festiwalu w rozmowie z Łukaszem Łacnym.
Proszę opowiedzieć kiedy i jak powstał pomysł na zorganizowania Festiwalu?
Pomysł na organizację Festiwalu rodził się od kilku lat. Zawsze chcieliśmy zorganizować dużą
imprezę, która będzie „świętem waltorni”. Marzenia trwały i rozwijały się, ale brakowało
ogólnej koncepcji, żeby nie powtarzać tego co już jest i jednocześnie, żeby móc zapełnić niszę
małej ilości wydarzeń dla instrumentalistów dętych blaszanych jaka jest na polskim rynku.
Idealna okazja nadarzyła się dopiero teraz, Dyrektor Czesław Grabowski i Filharmonia
Zielonogórska zaprosiła czterech wybitnych waltornistów, aby wykonali wspólnie z orkiestrą
filharmonii słynny Konzertstück R. Schumanna. Na bazie tego wydarzenia postanowiliśmy
rozwinąć cały festiwal.
Czy udało Wam się zrealizować wszystko co zaplanowaliście?
Planów i pomysłów mamy bardzo dużo i cały czas pojawiają się nowe. Nie zrealizowaliśmy
ich tylko dlatego, że byliśmy ograniczeni czasowo i finansowo. Nic straconego, bo mamy całą
bazę na kolejne edycje i bardzo się cieszymy z takiego stanu rzeczy.
Dlaczego na miejsce Festiwalu wybraliście Zieloną Górę, nie mieliście aspiracji na jego organizację w większym mieście?
Tak jak podkreślaliśmy w każdej wzmiance, folderze czy reklamie, Zielona Góra to główna
koncepcja tego wydarzenia. To tutaj się wychowaliśmy, tutaj odebraliśmy pierwszą wiedzę,
tutaj Pan Iwan Moroz zaraził nas miłością do waltorni. Po drugie to przepiękne i otwarte
miasto, doskonale zlokalizowane i skomunikowane z innymi w kraju, czy nawet choćby z
Berlinem. Głównym założeniem było, aby oddać miastu to czego się już nauczyliśmy i
dalej uczymy. Wyjechaliśmy stąd za wiedzą, doświadczeniem i realizacją swoich ambicji
zawodowych, ale pamiętamy skąd jesteśmy i gdzie ta droga się rozpoczęła.
Zorganizowanie Festiwalu to ogrom pracy. Jak udało Wam się dograć wszystkie szczegóły biorąc pod uwagę, że wszyscy trzej mieszkacie aktualnie w innych miastach?
To prawda, że jest to ogrom pracy i prawie przez osiem miesięcy nie było innego tematu w
naszych domach, pracach, wśród przyjaciół. Dodatkowo robiliśmy dokładny research wśród
istniejących festiwali, żeby móc czerpać z tych dobrych wzorców i nie popełnić za dużo
błędów na zupełnie nowej drodze. Na szczęście jest Internet, więc kontakt między nami nie
był problemem. Pamiętam, że ostatnie szczegóły organizacyjne dogrywaliśmy telefonicznie z
Maćkiem, kiedy ja akurat byłem w Londynie, a Maciej w Japonii. Ogromny wkład miał Pan Iwan Moroz, który był cały czas na miejscu i mógł reagować i aktywnie rozwiązywać ewentualne problemy.
Nie wszyscy zdają sobie sprawę jak trudno jest sfinansować takie przedsięwzięcie. Wam jednak udało się zdobyć wielu sponsorów. Czy było to trudne zadanie?
Jest to bardzo trudne zadanie i w zasadzie nadal trwa. Najtrudniej jest namówić
kontrahentów spoza muzycznego środowiska. Kultura jest najsłabiej opłacanym i najsłabiej
dotowanym resortem w naszym kraju. Nie trzeba mówić jak jest potrzebna i jakie korzyści z
krzewienia kultury wynikają, ale niestety w naszych czasach najbardziej liczy się pieniądz i
zysk. Podejrzewam, że w Zielonej Górze na wydarzenia sportowe jednorazowo przychodzi
tylu odbiorców co na wydarzenia kulturalne w całym roku. Bardzo trudno przekonać
sponsora, żeby wsparł taki festiwal skoro sam relatywnie nie będzie miał z tego wiele
korzyści, myśląc o stronie finansowej. Na szczęście po dziesiątkach rozmów udało nam się
znaleźć wspaniałych partnerów, którzy rozumieją potrzebę tworzenia i krzewienia kultury w
naszym mieście. Jeżeli można to chciałbym ogromnie podziękować Panu Adrianowi
Marcinkiewiczowi – prezesowi ekantor.pl, Panu Pawłowi Korzeniewskiemu – prezesowi FAST,
Panu Pawłowi Sobkowiakowi – Grupa Gezet, a także firmie Dringenberg z Żagania.
Otrzymaliśmy ogrom wsparcia ze strony firm muzycznych z Polski i zagranicy, a także
Patronat Honorowy Marszałka Województwa Lubuskiego, Pani Elżbiety Anny Polak.
Oczywiście nieocenione jest ogromne wsparcie jakie otrzymaliśmy od Dyrektora Czesława
Grabowskiego i Filharmonii Zielonogórskiej. Dzięki wsparciu tych firm i instytucji udało nam
się zrealizować nasz Festiwal na najwyższym, możliwym poziomie artystycznym i
organizacyjnym.
Podczas Festiwalu odbyły się nie tylko koncerty ale również warsztaty. Czego uczyli się kursanci podczas pobytu w Zielonej Górze?
Warsztaty obejmowały naukę gry na waltorni, trąbce i puzonie. Były przeznaczone dla
studentów Akademii Muzycznych i uczniów muzycznych szkół średnich. Każdy uczestnik miał
6 zajęć w ciągu czterech dni, więc grafik był napięty. Dodatkowo prowadzone były wykłady
m.in. o mentalnym przygotowaniu do zawodu muzyka. Podczas warsztatów kursanci
pracowali nad warsztatem wykonawczym, ale także nad technicznymi zagadnieniami gry na
instrumencie. Wykładowcy pochodzili z USA, Niemiec, Austrii, Węgier i Polski. Kursanci
natomiast przyjechali do nas z dziesięciu krajów, w tym tak odległych jak Tajlandia, Japonia
czy Korea Południowa. Część warsztatowa Festiwalu odbywała się głównie w budynkach
Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. w Zielonej Górze. Dzięki ogromnej przychylności i
wsparciu Pani Renaty Lato, Dyrektora Szkoły, mieliśmy do dyspozycji kilkanaście sal
wykładowych oraz świetlicę, gdzie można było odpocząć pomiędzy zajęciami.
Czy poza Filharmonią Zielonogórską odbyły się jeszcze inne koncerty i wydarzenia?
Podczas Festiwalu odbyło się sześć koncertów, poza salami koncertowymi Filharmonii
Zielonogórskiej odbył się koncert muzyki filmowej w pięknej Sali Kryształowej Pałacu
Książęcego w Żaganiu i dwa koncerty uczestników warsztatów w Sali Witrażowej Muzeum
Ziemi Lubuskiej.
Rozmawiałam z solistami, wykładowcami i uczestnikami Waszego Festiwalu. Wszyscy byli zachwyceni warsztatami, atmosferą i miejscem. Czy planujecie kolejną edycję?
Włożyliśmy w organizację ogrom pracy i serca, chcieliśmy stworzyć każdemu uczestnikowi Festiwalu
najlepsze możliwe warunki do pracy i odpoczynku po niej. Nie spodziewaliśmy się jednak aż tak
dobrego odbioru i przyjęcia z ich strony. Jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi i wręcz dumni.
Teraz odpoczywamy i ładujemy baterie, ale kolejna edycja i jej koncepcja już jawi nam się w głowach i
na pewno zorganizujemy kolejny festiwal w Zielonej Górze w przyszłym roku. Jedną z
najważniejszych, pozytywnych dla nas informacji był również odbiór naszych wydarzeń przez
publiczność. Każdy koncert publika wypełniała po brzegi i reagowała bardzo entuzjastycznie. To dla
organizatora największa nagroda, za co dziękujemy serdecznie mieszkańcom Zielonej Góry i Żagania.
Rozmawiała Marta Wesołek
więcej na:

