„Moim priorytetem jest miłość…” rozmowa z Mariuszem Patyrą

wybitnym polskim wirtuozem skrzypiec, który wystąpi w Filharmonii Zielonogórskiej 22 września w koncercie inauguracyjnym.

Sylwia Nowicka: Filharmonia Zielonogórska rozpoczyna swój 62. sezon artystyczny koncertem inauguracyjnym z Pana udziałem – czy dla Pana to także początek pracy po wakacjach? Którym punktem w Pana grafiku jest Zielona Góra?

 Mariusz Patyra: Po intensywnych wakacjach, w czasie których miałem przyjemność grać na finałowym koncercie wieńczącym Letni Festiwal „Ogrody Muzyczne” w Warszawie oraz prowadzić dwa kursy mistrzowskie – w Nowym Sączu i w stolicy, brałem udział w koncercie jubileuszowym mojego serdecznego przyjaciela Jacka Cygana w sali NOSPR w Katowicach.
Kolejnym wydarzeniem wrześniowym będzie, tym razem w Hannoverze – prawykonanie
I Koncertu skrzypcowego N.Paganiniego z towarzyszeniem organów.

Wakacje były pracowite. Po kilku dniach odpoczynku, z radością zainauguruję sezon artystyczny w Filharmonii Zielonogórskiej.

Czy nadal koncertuje Pan na replice skrzypiec Guarneri del Gesu 1733, stworzonej przez Christiana Erichsona w 2003 r.? A może na historycznej „Armacie” Paganiniego ?
Na jakim instrumencie zagra Pan w Zielonej Górze i czy Koncert skrzypcowy J. Sibeliusa, który Pan wykona należy do szczególnie ważnych, „ulubionych” dzieł?

Skrzypce Christiana Erichsona są moim dopieszczonym instrumentem. To na nim właśnie wykonam Koncert skrzypcowy J.Sibeliusa. Koncert ten, jak każdy inny, ma szczególne miejsce w moim repertuarze. Skandynawski chłód, surowość, przestrzeń, czynią go wyjątkowym, odmiennym od innych. Mglisty, depresyjny… W drugiej części wspomniana, jakże nieograniczona przestrzeń do poprowadzenia marzeń pana Sibeliusa, uczta dla ducha i część trzecia-nieustępliwa, osadzona…
Bardzo się cieszę na ten koncert.
Sam Sibelius mówił: „Nie stawiajcie mi pomników. Grajcie moją muzykę!”.

Zagramy !

Brał Pan udział w wielu projektach muzycznych, które są kompilacją, lub jak niektórzy określają, mezaliansem muzyki poważnej i rozrywkowej (np. Jacek Cygan Symfonicznie, Szalone Dni Muzyki) Jak czuje się Pan łącząc te dwa światy – wprowadzając „ sacrum pod strzechy” ?
Prawdziwy artysta to szczery artysta. Szczery a więc spontaniczny.
Nie widzę powodu, dla którego miałbym dzielić się swoją muzyką jedynie z określoną grupą odbiorców. Zbyszek Wodecki, Jacek Cygan to osoby bardzo mi bliskie. Jeżeli mogę uświetnić Ich święto, wielki dzień, czy też choćby jedną chwilę swoim kunsztem, odwdzięczyć się za to, czego od Nich mogłem się nauczyć, jestem szczęśliwy i zaszczycony.
„Talentem świata obywatel”… cały świat słucha Chopina. Zarówno ci wielcy, poważni, jak i ci odrobinę mniej wielcy-pan taksówkarz, pani z kwiaciarni…
Wszyscy zasługujemy na refleksje, chwile piękna. Na podarunek.
Czy tu mowa o mezaliansie? Nie wiem. Ten termin wymyślili ludzie. Muzyka już była. Miłość też. Miłość to miłość. Jest jedna. Prawdziwa. Wielka. Nie do stłumienia. Bezwarunkowa.

Muzyka to muzyka. Dla wszystkich. Muzyka łączy. Nie dzieli.

Przed jaką publicznością Pan – skrzypek światowej sławy– czuje większą tremę, wyzwanie – przed gronem fachowców, jurorów, czy przed „zwykłymi” słuchaczami, którzy wypełniają sale koncertowe?
 
Nie ma „zwykłych” słuchaczy. Każdy słuchacz zasługuje na szacunek. „Przyszedł, bo chciał”- jak śpiewał Zbyszek Wodecki… Zdecydował, że ten wieczór spędzi w moim towarzystwie. Wybrał moją interpretację. Moim podziękowaniem, ukłonem w jego stronę jest zapewnienie mu emocji, które będą towarzyszyły mu długo po opuszczeniu sali koncertowej. Nawiązanie kontaktu, budowanie porozumienia i pewnego rodzaju wzajemności między muzykiem a odbiorcą jest niesłychanie ważne. Bez publiczności nie byłoby nas-artystów.
Jeżeli chodzi zaś o tremę, dzięki codziennej, ciężkiej pracy, na scenie mam swobodę. Jesteśmy ludźmi, emocje związane z wyjściem na scenę powodują, że serce bije szybciej. Adrenalina wzrasta. Bez niej nie ma prawdziwej muzyki. Muzyka to my. Prawdziwy artysta to szczery artysta.
Nie dalej jak właśnie przed Jubileuszem Jacka Cygana w katowickim NOSPRze, rozmawiałem z panią, która roztacza pieczę nad artystami, rozporządza garderobami. Ktoś by powiedział -pani portierka… Rzadko zdarza się, by ktoś o artystach, o repertuarze opowiadał z takim zaangazowaniem. Szczerość, niekłamana troska. Bardzo miłe wspomnienie.

Nie ma „zwykłych” słuchaczy.

W jednym z wywiadów przeczytałam –  cytat: Poza koszulą zdobioną haftem Richelieu do „ubrań koncertowych” należy też efektowny płaszcz z końca XIX wieku  lub „co najmniej abstrakcyjne spodnie” („to są takie spodnie, w których można pójść na przyjęcie do ludzi z showbiznesu, gdzie każdy wygląda inaczej niż reszta: bo jak idę w nich po ulicy to się trochę za mną oglądają”). Ale wszystkie te kreacje bledną wobec ubranka, jakie Mariusz Patyra sprawił swoim skrzypcom – robiony na zamówienie we Włoszech ciemnozielony futerał z grubego, wodoodpornego brezentu wyścielany jest w środku prawdziwym jedwabiem w delikatny, szarozielony wzorek. Czy ten opis jest aktualny? Coś się zmieniło w Pana wizerunku scenicznym? Czy futerał na skrzypce został jeszcze bardziej udoskonalony?

Opis jest aktualny. W mojej szafie rzeczywiście jest w czym wybierać. Mam kilka strojów koncertowych. Wspomniana koszula i frak od włoskiego projektanta z Turynu, stroje koncertowe Armani, Cantarelli… Włochy to kraj bliski memu sercu. Można by rzec, tam wszystko się zaczęło. To tam właśnie do dzisiaj, jak to pani powiedziała – buduję sceniczny wizerunek.Futerał jest ciemnozielonym prezentem dla moich skrzypiec, z którymi się nie rozstaję. Jest optymalny, nic nie muszę zmieniać. Aktualizuję jedynie zdjęcia moich Dzieci, które rosną tak szybko…

A propos dzieci i nie tylko…Wyobraźmy sobie zupełnie abstrakcyjną sytuację – Musi Pan wybrać i zagrać trzy utwory ( spośród wszelkich możliwych) – pierwszy dla bliskiej osoby ( żeby ją zachwycić,  uwieść?), drugi dla nieprzyjaciela, wroga ( żeby odstraszyć, przerazić) trzeci dla… malutkiego dziecka, żeby przestało płakać… Jakie to byłyby utwory ?

Bardzo ciekawe pytanie. Piękne, naprawdę. Nie jest też łatwe… Żonę uwiodłem, nieprzyjaciół nie mam, a moje Dzieci były niezwykle spokojne jak były małe. Nie musiałem czynić więc takich zabiegów… Powiem nawet wręcz, że mój starszy Syn jak był malutki, zaczynał płakać jak grałem Saint-Saens-Introdukcja i Rondo Capriccioso… nie zapomnę tego. Gdy urodził mi się drugi Syn, niemal od razu sprawdziłem czy historia rzeczywiście lubi się powtarzać i szybko okazalo się, że tak własnie jest.

Po zastanowieniu jednak… aby kogoś zauroczyć :Koncert skrzypcowy –  J.Brahmsa, by kogoś przestraszyć, z całą pewnością sięgnąłbym, po utwór współczesny, a płaczącemu maleństwu zagrałbym Medytacje Masseneta.

Czy zdarzyło się Panu podczas występu ( tak jak np. aktorom na scenie) zapomnieć przysłowiowego „tekstu”, co wtedy robi muzyk, jakie ma wyjście?

Musze przyznać, że nie byłem nigdy w takiej sytuacji. „Tekstu” nie zapominam nigdy. Drobne potknięcia, ułamek sekundy, w którym traci się koncentrację… Myślę, że takie drobiazgi każdy artysta ma na koncie. Wyjście z takiej sytuacji jest jedno: grać dalej.

Jak wygląda Pana kalendarz na najbliższy sezon (koncerty, wyjazdy) i czy …..znajduje Pan czas na swoje ulubione hobby (o ile się nie zmieniło), czyli łowienie ryb?

Nadchodzący sezon koncertowy zapowiada się pracowicie i ciekawie, bo różnorodnie. Po inauguracji w Filharmonii Zielonogórskiej czeka mnie wspomniana już wcześniej premiera wykonania Koncertu Paganiniego na skrzypce i organy w Hannoverze, wyjazd z moim kwintetem do Stanów Zjednoczonych, na przełomie jesieni i zimy trasa poświęcona pamięci Zbyszka Wodeckiego, w międzyczasie poprowadzę kursy mistrzowskie w Bydgoszczy i Warszawie. W przyszlym roku, w lutym, razem z Anią Duczmal-Mróz zagramy w Warszawie Wieniawskiego. W kwietniu zawitam do Białegostoku, w czerwcu do Kielc i do Gdańska, gdzie z moim przyjacielem Massimiliano Caldim wykonamy na koncercie promenadowym Symfonię Hiszpanską E.Lalo. W wakacje wystąpimy z kwintetem na Letnich Festiwalach w Busku-Zdroju i Lesznie oraz ponownie spotkam się z młodzieżą na kursach mistrzowskich w Nowym Sączu i Warszawie. Moje hobby pozostaje niezmienne. Chęci są tylko czasu brak…

Czy upływ czasu, zdobyte doświadczenie – życiowe, artystyczne – zmieniły Pana postrzeganie świata? Co  jest w tej chwili Pana priorytetem – muzyka, życie rodzinne, kariera zawodowa….

Zmieniły. Bardzo. Niestety, stety… Życie jest różne, ludzie są różni. Czasem trzeba coś przewartościować. Bez mojej przebytej drogi, rzadko usłanej różami, dzisiaj nie byłbym tym, kim jestem. Rdzeń jednak pozostaje niezmienny. Pewne wartości są absolutne, ponadczasowe, jedyne słuszne. Moim priorytetem jest miłość. Choć patetycznie brzmi, to właśnie moje Dzieci nadały mojemu życiu głębszy, piękniejszy sens. Staram się łączyć życie rodzinne z karierą zawodową.

Moja Żona-miłość odwzajemniona, moi Synowie-miłość odwzajemniona, skrzypce-moja miłość odwzajemniona. Pozostaje dziękować Najwyższemu.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Sylwia Nowicka

Mariusz Patyra – naukę gry na skrzypcach rozpoczął w wieku siedmiu lat. Jego nauczycielami byli: prof. Antoni Hoffmann w Olsztynie, prof. Janusz Kucharski w Warszawie, prof. Krzysztof Węgrzyn w Hanowerze i Maestro Salvatore Accardo w Cremonie. Jest pierwszym Polakiem, który wygrał „Premio Nicolo Paganini” (Genua 2001 rok) i zdobył specjalną nagrodę za najlepsze wykonanie Kaprysów Nicolo Paganiniego oraz kopię skrzypiec „Il Cannone” (Armata), które należały do wielkiego wirtuoza. Mariusz Patyra jest także laureatem Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego Josepha Joachima w Hanowerze (1997 rok) i finalistą Międzynarodowego Konkursu Stradivariusa w Cremonie (1998 rok). Artysta zdobył 4 nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym Carla Nielsena w Odense, a także nagrodę specjalną Odense Sinfonie Orchester (2000 rok). Występował w Europie, Japonii, Stanach Zjednoczonych Ameryki i w Ameryce Południowej. Koncertował z takimi wybitnymi zespołami jak Royal Chamber Orchestra Tokyo, Orchestra Fondazione Arturo Toscanini, Orchestra di Roma, Orchestra Filarmonica Marchigiana, Polska Orkiestra Radiowa, Orkiestra Kameralna Polskiego Radia „Amadeusz”, Orkiestra Filharmonii Narodowej w Warszawie, Orkiestra Sinfonia Varsovia.

Koncert inauguracyjny – 22 września godz.19.00 sala MCM

Wykonawcy:

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Zielonogórskiej

Czesław Grabowski – dyrygent

Mariusz Patyra – skrzypce

Program: St. Moniuszko – Uwertura do op. Paria

J. Sibelius – Koncert skrzypcowy d–moll

A. Borodin – II Symfonia h-moll

KUP BILET