Ciszę się, że nie zapominamy o muzyce…

Rozmowa z Januszem Wawrowskim – wybitnym skrzypkiem, laureatem wielu krajowych i międzynarodowych konkursów skrzypcowych, interpretatorem i badaczem muzyki polskiej

To Pana kolejna wizyta w Filharmonii Zielonogórskiej – tym ważniejsza, że zagra Pan w koncercie inaugurującym nowy sezon artystyczny naszej instytucji (sezon szczególny, bo po długiej – wymuszonej pandemią – przerwie). Jakie emocje temu towarzyszą?

Janusz Wawrowski: Przede wszystkim radość i nadzieja na lepszą przyszłość. Radość, że pomimo pandemii nie zapominamy o sztuce, o muzyce, i że nawet w tak dziwnych i trudnych czasach dbamy o potrzeby ducha. Z Filharmonią Zielonogórską byłem związany artystycznie od moich najmłodszych lat. Jest to jedna z pierwszych Filharmonii, w których występowałem jako nastoletni solista, dlatego wracam tutaj z ogromnym sentymentem. Zaproszenie na inaugurację sezonu jest dla mnie również znaczącym wyróżnieniem.

Jak, w przypadku znakomitego solisty, wirtuoza skrzypiec, wygląda powrót do muzycznej        „normalności”? Zaczęło się już regularne koncertowanie? Z publicznością?

Janusz Wawrowski: Właściwie już od początku lipca mam okazję koncertować, ze względu na pandemię głównie na terenie kraju. Były to bardzo interesujące i wymagające artystycznie dla mnie projekty. Miałem m.in. zaszczyt gościć w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, aby uczcić pamięć wybitnego mistrza wykonując jego dzieło. Kontakt z publicznością po dłuższej przerwie w tak wyjątkowych okolicznościach i repertuarze był niezwykle wzruszający, szczególnie, że na widowni obecna była Sz. P. Elżbieta Penderecka.

Zapytam przewrotnie –  a może  ta wymuszona przerwa była impulsem do innych, nie- muzycznych wyzwań? Czy nastąpiło przewartościowanie na linii praca – rodzina – kariera?
Był przecież czas, że nasze życie (bez względu na wykonywany zawód)  musiało toczyć się w czterech ścianach…

Janusz Wawrowski: Dla mnie jako artysty był to niewątpliwie czas, w którym nabrałem dystansu do tego, co robię. Możliwość zatrzymania się na kilka miesięcy, po tak wielu latach intensywnego życia koncertowego i licznych podróżach okazała się zbawienna. Tę opinię podziela zresztą  wielu moich scenicznych kolegów. Osobiście, jako ojciec i mąż, bardzo cieszyłem się z danego mi rodzinnego czasu spędzanego w domowym zaciszu. Bardzo brakuje go w codziennym, zapędzonym artystycznym życiu. Myślę, że pandemia pomogła mi to sobie uświadomić. Co ciekawe, po okresie zamknięcia w domu odrobinę bałem się powrotu na scenę, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu okazało się, że na wszystkich dotychczasowych koncertach odczuwam wyłącznie przyjemność z grania. Negatywny stres sceniczny ustąpił miejsca samym dobrym emocjom towarzyszącym publicznym występom. Jest to wspaniałe doświadczenie.

Nie mogę nie zapytać o Pana „narzędzie pracy” – skrzypce A. Stradivariego z 1685 r.Czy świadomość, że są one niemal bezcenne, wpływa na intensywność gry,  mobilizuje, inspiruje…paraliżuje? Wiele osób na Pana miejscu, miałoby obawę wziąć nawet instrument do ręki…Jak wygląda praca na takim unikacie?

Janusz Wawrowski: Świadomość tworzenia muzyki na tak wybitnym instrumencie jest bardzo inspirująca i mobilizuje mnie to podjęcia jeszcze większego wysiłku artystycznego. Na Stradivariusie Polonia koncertuję już od ponad dwóch lat, ale nadal, nawet przy codziennym ćwiczeniu, ten instrument potrafi mnie zaskoczyć. Podczas moich przygotowań do koncertu w Zielonej Górze zdarzały się momenty, kiedy czułem, że instrument bardziej się otwierał. Nieustannie się nawzajem poznajemy, a ja poszukuję nowych rozwiązań technicznych na coraz doskonalsze kształtowanie dźwięku. Granie na Polonii porównałbym do budowania relacji z żywą istotą. Nieustannie czuję, że jestem szczęściarzem mogąc  grać na tym niewątpliwie wyjątkowym instrumencie.

18 września  o godz. 19.00 zagra Pan, z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Zielonogórskiej pod dyrekcją Czesława Grabowskiego, Koncert skrzypcowy  D- dur op.35 Piotra Czajkowskiego. W czym tkwi, Pana zdaniem, magia dzieła? Jakie przesłanie będzie przyświecało Pana wykonaniu tego szczególnego wieczoru?  

Janusz Wawrowski: Jest to jeden z najbardziej znanych i najczęściej grywanych koncertów skrzypcowych. Oprócz szeroko już podejmowanych w literaturze muzycznej mistrzowskich aspektów dzieła, jego artyzmu, wirtuozerii i niezwykłej wręcz melodyjności, koncert ten ma dla mnie wyjątkowe znaczenie teraz, w czasach pandemii. Czajkowski pisał go po rozstaniu z ukochaną żoną, w smutku i rozczarowania, w obliczu życiowej zmiany. Pomimo to koncert jest pełen pozytywnej, eksplodującej wręcz energii, zostawia słuchacza z pozytywnym ładunkiem emocjonalnym. Utwór jest, w moim odczuciu, manifestem Artysty przeciwko kapryśnemu losowi.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Sylwia Nowicka-Galek

 

FESTIWAL SMYCZKOWY MISTRZOWIE POLSKIEJ WIOLINISTYKI

Wykonawcy:

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Zielonogórskiej
Janusz Wawrowski – skrzypce
Czesław Grabowski – dyrygent

Program:

P. Czajkowski – Koncert skrzypcowy D-dur
I. Strawiński – Suita  baletowa Pulcinella

bilety 50/45

WYDARZENIE SFINANSOWANE Z ŚRODKÓW