Rozmowa z Jonaszem Dziubą – solistą Filharmonii Zielonogórskiej, który w koncercie symfonicznym 25 września zagra Koncert na trąbkę J.N. Hummla.
Naukę gry na trąbce rozpoczął Pan jako jedenastolatek. Czy tamten chłopiec wiedział wtedy, że właśnie rozpoczyna się jego długa przygoda z tym instrumentem?
Mam wrażenie, że ten małolat miał wszystko bardzo dobrze przemyślane i złości się jeśli robię coś nie po jego myśli. Jedenastoletni „ja” już od długiego czasu marzył o grze na trąbce, musiał być bardzo cierpliwy, bo czekał całe siedem lat. Kiedy mając cztery lata pierwszy raz w życiu chwyciłem w ręce trąbkę, wiedziałem, że granie na niej to moja przyszłość. Gdy stoi przede mną znaczący wybór życiowy, często słucham kilkuletniego Jonasza i o dziwo dobrze na tym wychodzę!
Czy rodzice podzielali ten wybór, zachęcali a może zniechęcali… To trudny instrument do ćwiczeń dla dziecka…Jak Pan wspomina tamten czas?
Od pierwszych momentów z nowym instrumentem moja mama nie mogła wyjść z podziwu, że nie musi zachęcać mnie do ćwiczenia i pilnować, abym grał nowe wprawki, delikatnie mówiąc – nie pałałem entuzjazmem do gitary, na której rozpocząłem edukację w szkole muzycznej w Suwałkach. Gra na trąbce od zawsze sprawiała mi wielką frajdę, więc rodzice mogli odetchnąć z ulgą. Cieszyłem się, że będę grać w orkiestrze dętej z moimi dwiema starszymi siostrami. Później zaczęły się wspólne wyjazdy na festiwale orkiestrowe i koncerty. Bardzo miło wspominam ten czas, wspólne muzykowanie pozwoliło mi rozwinąć skrzydła, było i jest dla mnie wielką motywacją.
Ukończył Pan Akademię Muzyczną im. K. Lipińskiego we Wrocławiu w klasie prof. Igora Cecocho, obecnie jest Pan studentem studiów doktoranckich na macierzystej uczelni. Jak Pan, ze swojej perspektywy ocenia sytuację młodych muzyków – absolwentów akademii muzycznych. Czy wkraczanie w zawodowe życie jest trudne?
Trudno jest odpowiedzieć wyczerpująco na to pytanie, subiektywnie mogę powiedzieć, że absolwenci klasy profesora Igora Cecocho reprezentują na tyle wysoki poziom gry, że bez problemu radzą sobie na rynku muzycznym. Przeważnie współpracę z filharmoniami trębacze zaczynają już podczas studiów licencjackich, więc nie ma wyraźnej granicy między studiowaniem a prawdziwą pracą. Moim zdaniem mamy wielkie szczęście, że żyjemy w czasach w których możemy w pełni poświęcić się profesjonalnemu wykonywaniu muzyki.
Jak zmieniały się Pana muzyczne fascynacje, wzorce?
Przez długie lata byłem zafascynowany muzyką, którą tworzył Miles Davis, zdając na studia nie byłem przekonany, czy chcę studiować jazz i muzykę estradową, czy kształcić się klasycznie, ale teraz wiem, że najwyższe wartości odnajduję w muzyce poważnej. Jako odbiorca nie lubię szufladkować dźwięków według jakichkolwiek kategorii, moim zdaniem nie ma gatunków muzyki lepszych czy gorszych, natomiast jako wykonawca odkryłem, że szeroko rozumiana muzyka klasyczna to właściwy, odpowiadający mojej osobowości język wypowiedzi artystycznej.
Trąbka, muzyka…a co poza nimi… jest jakaś odskocznia?
Nie należę do osób, które potrafią zamknąć się w pokoju na 12 godzin i tylko ćwiczyć, przerywników i zainteresowań z „normalnego” nie muzycznego świata jest wiele. Jeśli miałbym wybrać jedno z nich, to byłaby to wspinaczka skalna. Podobnie jak większość chłopców, w dzieciństwie lubiłem wdrapywać się na drzewa i skakać po murkach, jak wspomniałem wcześniej – często słucham kilkuletniego Jonasza, więc nadal wspinam się, ale drzewa zamieniłem na formacje skalne a ulubiony murek na górską grań.
Od 2019 roku jest Pan solistą Filharmonii Zielonogórskiej. Zadomowił się Pan już u nas, poznał topografię miasta, zlokalizował bachusika – Melomana?
Zielona Góra stała się moim prawdziwym domem, mam już swoją ulubioną piekarnię, restaurację, kawiarnię itp. Poznałem świetne ścieżki rowerowe, okoliczne jeziora, znalazłem wiele wspaniałych miejsc, ale bachusika nadal szukam (śmiech).
„Szlachetna klasyka” – to tytuł koncertu, w którym zagra Pan Koncert na trąbkę Es-dur J.N. Hummla. Czy pojawiła się już motywująca trema – w końcu zagra Pan przed „swoją” publicznością…
Może zabrzmi to lekko przewrotnie, ale mam nadzieję że trema się pojawi. Wiem z doświadczenia, że jest ona potrzebna, by muzyka nabrała temperamentu – przecież piękne frazy potrzebują odpowiedniego napięcia. Będę mieć przyjemność wystąpienia z dobrze mi znaną orkiestrą, z osobami które wspierają mnie także poza estradą. Z pewnością łatwiej jest włożyć serce w muzykę, gdy wśród widowni można dostrzec znajome twarze a dookoła jest tak wiele serdecznych osób.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała Sylwia Nowicka-Galek
Zapraszamy na koncert 25 września o godz. 19.00 sala MCM
Wykonawcy:
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Zielonogórskiej
Piotr Wacławik – dyrygent
Jonasz Dziuba – trąbka
Program:
W.A.Mozart – Uwertura do op. Czarodziejski flet
J.Hummel – Koncert na trąbkę Es-dur
J.Haydn – Symfonia D-dur nr 104
bilety 40/35
